Muzeoblog » Londyn http://muzeoblog.org Muzeoblog programu Dynamika Ekspozycji Fri, 18 Nov 2016 16:35:26 +0000 pl-PL hourly 1 http://wordpress.org/?v=4.0.22 Powiększanie rzeczywistości w wirtualnym muzeum http://muzeoblog.org/2011/05/04/powiekszanie-rzeczywistosci-w-wirtualnym-muzeach/ http://muzeoblog.org/2011/05/04/powiekszanie-rzeczywistosci-w-wirtualnym-muzeach/#comments Wed, 04 May 2011 09:24:05 +0000 http://www.muzeoblog.org/?p=2759 czytaj więcej]]> AR to skrót od „augmented reality” czyli „powiększonej rzeczywistości”. To ciekawe rozwiązanie technologiczne używane jest w wielu kontekstach związanych z przemysłami kultury i dziedzictwa. Sprawdza się wyjątkowo dobrze tam, gdzie nie można dokładnie odtworzyć nieistniejącej (zburzonej, spalonej, zakopanej…) przestrzeni i można zaproponować zwiedzającym nałożenie specjalnych okularów, które pomogą wyobrazić sobie, jak mogło tu wyglądać kiedyś. Zamiast zakurzonej sterty kamieni oczom turysty pokażą się wiszące ogrody, fontanny, nietknięte zniszczeniem kolumny.

Jedna z bardziej spektakularnych realizacji wykorzystujących AR odnosi się do opactwa w Cluny, jednego z najważniejszych miejsc dla średniowiecznej Europy, które po okresie świetności „skurczyło się” do niepozornej budowli, do której dobudowana jest znacznie późniejsza część wykorzystywana aktualnie przez Politechnikę.
W poniższym materiale filmowym zaprezentowano działanie ekranów AR, które pozwalają na doświadczenie pobytu i spaceru po opactwie (zamieszczam wideo po francusku, ale najważniejsze są same obrazy.)


20h-TF1 Le monastère de Cluny renait grâce à la 3D przez ClunyNumerique

W Cluny AR sprawdza się fantastycznie właśnie dlatego, że nie jest tylko gadżetem, ale właściwą treścią wizyty po zabytku. Właściwie większość zwiedzających odczuwa duży zawód docierając do miejsca, w którym prawie nic, czego można by oczekiwać już nie ma. Ekrany, film 3D, palmtopy naprawdę wzbogacają wizytę. Oczywiście nie bez znaczenia pozostaje fakt, że w przestrzeniach opactwa mieści się dziś specjalistyczna placówka cyfryzacji (nie tylko dziedzictwa). Można więc oczekiwać, że i strona internetowa zabytku i jego muzeum będzie skutecznie wykorzystywać wszystkie dostępne narzędzia. Hmm, jeśli znajdziecie taką stronę, gdzie to się znajduje, to dajcie znać. Ja nie wiem, gdzie takiej szukać, a chciałam sprawdzić, jak działa połączenie rzeczywistości „podstawowej” z powiększoną, innymi słowy, jak post-wizyta może pomóc wzbogacić wizytę realną.

Miałam zaś taką możliwość w londyńskim Muzeum Historii Naturalnej i na jednym małym przykładzie chcę pokazać, jak sprawnie i efektywnie może działać nowinka technologiczna, za jaką AR wciąż może uchodzić. Oczywiście i kontekst tematyczny jest całkowicie inny i inna jest przestrzeń samego muzeum, do którego strona internetowa się odnosi. Warto jednak przy okazji zwrócić uwagę na kilka elementów definiujących dobre wykorzystanie przestrzeni wirtualnej, która daje liczne możliwości zarówno przygotowania do wizyty w muzeum, jak i rozbudowania wiedzy po dobyciu takiej wizyty.

Po pierwsze aplikacja jest łatwa w obsłudze. Instrukcja użycia składa się z czterech łatwych punktów. Nie ma żadnych specjalistycznych wymagań sprzętowych poza domową drukarką i kamerka internetową.
Po drugie w wyraźny sposób aplikacja odnosi się do konkretnego eksponatu oraz do konkretnej kolekcji znajdującej się w muzeum.
Po trzecie jest dostępny dobry, popularyzatorski komentarz eksperta, który w przystępny sposób opowiada o eksponacie. Dzięki takiemu zabiegowi wzmacnia się wizerunek muzeum, jako instytucji eksperckiej.
Po czwarte wreszcie istnieje uzasadnienie, dla którego w ogóle aplikacja jest użyta.

Chodzi bowiem o stworzenie (wygenerowanie?) animowanego modelu 3D przedstawicielki grupy przodków hominis sapientis, czyli mojej ulubionej Lucy (o której już kiedyś pisałam przy innej okazji). Dzięki temu, że taki ruchomy obraz pobieramy, możemy obserwować jak Lucy się porusza, jakie ma proporcje ciała i jak mogła zachowywać się. Jasne- tutaj Lucy jest sama, bez swojego środowiska domowego, ale to środowisko oraz inne informacje są dostępne gdzie indziej, a przede wszystkim w samym -realnym- muzeum.

Poprzez wykorzystanie projekcji 3D Lucy, a wraz z nią reprezentowane w ten sposób muzeum, faktycznie przebywa przez jakiś czas w naszym pokoju. Jak to możliwe? Sprawdźcie sami.
http://www.nhm.ac.uk/nature-online/life/human-origins/lucy/index.html

Jest to jeden z przykładów na to, że w muzeum można robić różne rzeczy, a nie tylko OGLĄDAĆ: na przykład jak mówi nagłówek „przywrócić do życia”. To brzmi zachęcająco. Ciekawe, czy uznacie taką obietnicę za spełnioną.

Ps. Oczywiście w tym serwisie znajduje się znacznie więcej dobrych rozwiązań wirtualnych (i nie tylko).

]]>
http://muzeoblog.org/2011/05/04/powiekszanie-rzeczywistosci-w-wirtualnym-muzeach/feed/ 1
Zasada aktualizacji: brytyjscy Sikhowie http://muzeoblog.org/2011/04/18/zasada-aktualizacji-brytyjscy-sikhowie/ http://muzeoblog.org/2011/04/18/zasada-aktualizacji-brytyjscy-sikhowie/#comments Mon, 18 Apr 2011 21:25:12 +0000 http://www.muzeoblog.org/?p=2732 czytaj więcej]]> Choć (na szczęście) nie we wszystkim w drużynie Dynamiki Ekspozycji zgadzamy się ze sobą, to akurat zasada aktualizacji jest jedną z tych rzeczy, które popieramy bez wahania. Nie jest to prawdopodobnie nasz wynalazek, ale oswoiliśmy go i wykorzystujemy chętnie. Z tym większą radością przedstawiam dziś jedną z bardziej klarownych i jak dla mnie mało pretensjonalnych realizacji.

Oto Londyn. Dla jednych centrum świata. Dla drugich jądro ciemności. Dla trzecich – na jedno wychodzi. Stolica imperium kolonialnego, które dziś szczyci się w miarę udanym modelem wielokulturowości. Na zdjęciu jedno z najbardziej emblematycznych miejsc miasta, Trafalgar Square, plac zdominowany przez kolumnę admirała Nelsona, symbol potęgi imperium. Klasyczna trasa wiodąca do Trafalgar Square prowadzi od parlamentu, obok Downing Street, siedziby rządu, gdzie ostatnio bezustannie odbywają się demonstracje, poprzez strefę kamienic związanych z „narodzinami” (dla Europy) Nowej Zelandii, Indii, Kanady, Zimbabwe… Kontrapunktem dla kolumny Nelsona, symbolu starej epoki wyzysku, ma być gigantyczny statek w butelce, instalacja nawiązująca w formie do modelowej pamiątki znad morza- uderzająca w ironiczne, orientalistyczne tony dobrze ujmuje brytyjskiego ducha początku dwudziestego pierwszego wieku. To taki postulat- żagle statku zamkniętego w szklanej butelce są tak kolorowe i różnorodne, jak dzisiejsze społeczeństwo Wysp, a koturnowość kolumn z posągiem bohatera zostaje zastąpiona lekkością konceptu opartego na grze z widzem, grze z jego wyobrażeniami i pamięcią- zamiast sztywnego wizerunku zdobywcy.

Co najważniejsze jest to komentarz do pewnej zastanej sytuacji, dla której dobrze ugruntowany wizerunek kolumny Nelsona jest kluczowy. Podobnie w przestrzeni muzeum, eksponat może być potraktowany jako pretekst i komentarz, a także argument w dyskusji na temat istotny nie tylko dla muzealników.

Nieopodal, w okolicach Bloomsbury, w rewirach Wirginii Woolf, stoi gigantyczny gmach British Museum, poważny dokument swoich czasów, miejsce, gdzie znajduje się wielki zbiór eksponatów z całego świata. Na ile ta kolekcja reprezentuje dawną, a na ile obecną „brytyjskość” pozostaje kwestią otwartą, ale Muzeum robi dziś wiele, aby prezentować się jako instytucja dialogu i interpretacji Innego.

W the British, tuż przy wejściu znajduje się salka wystaw czasowych. Teraz można tam zobaczyć małą wystawę poświęconą jednemu tylko eksponatowi: turbanowi sikhijskiego wojownika. (Z góry przepraszam za jakość zdjęć). Ustawiony centralnie ekspozytor zwraca na siebie uwagę poprzez umiejętne zastosowanie punktowego światła. Ściany pomieszczenia wykorzystano na zilustrowanie podstawowego kontekstu kulturowego, z jakiego pochodzi przedmiot. Pobieżne zapoznanie się z obrazkami i nagłówkami prezentowanych tu treści pozwala zorientować się, kim są Sikhowie, jaką mają religię i skąd pochodzą. Ostatnim (zgodnie z naturalnym sposobem czytania tekstu) elementem prezentacji jest kameralne stanowisko odsłuchowe, gdzie możemy wysłuchać czterech osobistych historii ludzi, którzy dziś noszą turbany. Jedną z czterech osób jest kobieta, w grupie znajduje się także chłopiec. Wszystkie wypowiedzi są po angielsku, dźwiękom towarzyszą małe portrety wypowiadających się. Każdy z nich własnymi słowami, sam opowiada swoją historię zahaczającą o prezentowany przedmiot. Turban sikhijski staje się elementem szerszej całości kulturowej, do której możemy się zbliżyć dzięki muzealnemu eksponatowi. Zamiast etnograficznego opisu muzealnego eksponatu, otrzymujemy ciekawy, kompleksowy obraz fragmentu świata, stajemy się częścią prostego, ale udanego doświadczenia poznawczego. Eksponat komunikuje, dostarcza narzędzi, nie jest autoteliczna opowieścią, ale jest znakiem zapytania zadanym na początku krótkiej wizyty i kilkoma odpowiedziami wraz zachętą do dalszej eksploracji tematu. Dobre podpisy utwierdzają zwiedzającego w przekonaniu, że muzeum z szacunkiem i profesjonalizmem podchodzi do swoich zbiorów, co więcej, dba o ich należyte udostępnianie. Aktualizacja polega tu na wykorzystaniu eksponatu do zainicjowania szeregu skojarzeń odnoszących się zarówno do współczesnego kontekstu, jak i do doświadczenia zwiedzającego (tu: wielokulturowość). Nie chodzi wyłącznie o odczytanie istniejącego sensu rzeczy, a raczej o nadbudowanie sensów kolejnych.

Tyle laurek na dziś. Od razu dodam, że do sali nie trafiali wcale wszyscy zwiedzający, ale można wytłumaczyć to na przykład pierwszym oszołomieniem wspaniałą formą całego muzeum.

O głowie z Wysp Wielkanocnych, mumiach z Egiptu, trumnach z Ghany i azteckim wężu (a wszystko tu jest!) napiszę kiedy indziej. Pozdrowienia z Londynu.

Ps. Kiedy uzupełniałam tego posta, zaakceptowałam właśnie polecenie „Aktualizacja”. Skoro nawet blogi wiedzą, ze jest to koniecznością…

]]>
http://muzeoblog.org/2011/04/18/zasada-aktualizacji-brytyjscy-sikhowie/feed/ 0